Dzień, w którym jako wierzący oddajemy cześć zbawionych, czyli święto Wszystkich Świętych, wypada zawsze 1 listopada. Data pozostaje każdego roku ta sama. Odwiedzamy wtedy cmentarze, porządkujemy zarośnięte mogiły i trwamy w modlitewnej zadumie. Czasem traktujemy ten okres w kategoriach ogromnego smutku – nasza wiara nadaje mu jednak zupełnie inny, radosny wymiar. Nie skupiamy wzroku wyłącznie na zjawisku śmierci. Kierujemy myśli mocno w stronę nieba. Chrześcijańskie podejście zachęca wręcz do duchowej radości z faktu, że wielu ludzi osiągnęło już cel ziemskiej wędrówki.
Czym w istocie jest uroczystość Wszystkich Świętych?
Kościół wyznaczył ten moment w roku w jasnym celu. Zwracamy naszą uwagę ku osobom przebywającym już w obecności Boga. To święto przede wszystkim pozwala nam dziękować za każdego zbawionego człowieka – nasze myśli najczęściej wędrują wtedy do naszych zmarłych bliskich. Modlimy się zarówno za tych, których kochaliśmy, jak i za ludzi zupełnie nieznanych z imienia. Za anonimowych, cichych świadków ewangelii, pracujących każdego dnia na rzecz swoich rodzin.
Radość płynąca z obcowania ze zbawionymi
Być może wśród nich znajdują się nasi pradziadkowie, krewni, serdeczni znajomi czy dawni sąsiedzi. Żyli zwyczajnie. Nikt nie ogłosił ich oficjalnie błogosławionymi w drodze sformalizowanych procesów. Osiągnęli jednak główny cel swojego życia – zjednoczyli się ze Stwórcą w wieczności i cieszą się Jego chwałą.
Widać tu wyraźnie spory ładunek chrześcijańskiej radości. Wbrew ponurej aurze za oknem, liturgia przybiera charakter triumfalny. Kapłani zakładają białe szaty. Ludzie zgromadzeni w kościołach śpiewają hymny. Dziękujemy za duchową więź łączącą nas z osobami po drugiej stronie i wierzymy głęboko w obcowanie ze zbawionymi, bo to oni mogą wstawiać się za nami u Stwórcy. Z kolei my czerpiemy z ich przykładu motywację do codziennych zmagań.
Jak jako wierzący obchodzimy 1 listopada Wszystkich Świętych?
Tradycje znamy doskonale od wczesnego dzieciństwa. Wychodzimy z domów i kierujemy kroki w stronę cmentarzy, które w całym kraju rozbłyskują po zmroku tysiącami świateł. Alejki szybko wypełniają się ludźmi. Rodziny gromadzą się przy grobach bliskich sercu osób, wspominają zmarłych i wspólnie się modlą.
Przynosimy świeże kwiaty i zapalamy znicze na kamiennych płytach. Płomień symbolizuje naszą głęboką wiarę w zmartwychwstanie. Przypomina o świetle Chrystusa rozpraszającym duchowy mrok i stanowi znak pamięci.
Duchowe dary dla naszych zmarłych
Same chryzantemy i kolorowe lampki duszom jednak nie pomogą – piękne tradycje mają wartość sentymentalną, ale jako katolicy, mamy swoje zadanie. Zmarli również potrzebują wsparcia od nas. Co zatem możemy dla nich zrobić?
- Uczestniczymy we mszy świętej. Gromadzimy się tłumnie w kościołach lub na cmentarnych placach, wsłuchując się uważnie w słowo Boże.
- Przyjmujemy Komunię w odpowiedniej intencji. Robimy to dla dobra dawnych pokoleń, zanosząc prośby o Boże miłosierdzie.
- Ofiarujemy odpust zupełny. Przez pierwsze dni listopada wierni zyskują ten wielki dar wprost dla dusz w czyśćcu cierpiących.
Ostatni z punktów zasługuje na osobną uwagę, bo wymagania nie są trudne. Wystarczy nawiedzić lokalny cmentarz i pomodlić się w ciszy. Do tego trzeba oczywiście przy okazji spełnić podstawowe warunki, czyli stan łaski uświęcającej, brak przywiązania do grzechu oraz przyjęcie Eucharystii. Dajemy w ten sposób zmarłym bezcenny dar. Pomagamy im szybciej dotrzeć przed Boże oblicze, skracając czas ich oczyszczenia.
Czym różni się Wszystkich Świętych a dzień zaduszny?
Wielu ludzi z naszego otoczenia używa różnych określeń zupełnie zamiennie – czasem mówimy potocznie święto zmarłych, mając na myśli po prostu początek listopada. Z perspektywy chrześcijańskiej musimy jednak rozdzielić te terminy. Mają one dla nas całkiem odmienne znaczenie.
Kontrast między pierwszym a drugim listopada
Warto uporządkować sobie tę wiedzę. Zwróćmy uwagę na najważniejsze różnice:
- Pierwszy dzień miesiąca raduje serca. Cieszymy się chwałą zbawionych, bo ten dzień dotyczy chrześcijan już przebywających u Boga. Świętujemy z kościołem zjednoczonym ze Zbawicielem.
- Drugi listopada niesie nastrój prośby. Wtedy wypada liturgiczne wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych. Potocznie nazywamy ten czas Zaduszkami. Ten dzień poświęca się duszom nadal przebywającym w czyśćcu i wspominamy ludzi odeszłych z tego świata w łasce. Potrzebują oni jednak ostatecznego oczyszczenia z win.
Zaduszki charakteryzują się powagą. Szaty kapłanów zmieniają barwę na fioletową, mocno symbolizującą pokutę. Wspólnie modlimy się o rychłe przebaczenie dla przodków. W wielu parafiach księża wyczytują głośno wypominki, a wierni wcześniej zapisują na kartkach imiona swoich bliskich.
Skąd wzięła się tradycja obchodów w ujęciu historycznym?
Historia powstania listopadowych uroczystości okazuje się bardzo długa, bo pierwsi chrześcijanie wcale nie gromadzili się przy grobach. Zwyczaj czczenia pamięci męczenników zrodził się dopiero w starożytności. Historycy wskazują na czwarty wiek po Chrystusie.
Wspólnoty modliły się często blisko terminu Wielkanocy albo Zesłania Ducha Świętego. Lokalne kościoły wybierały własne, dogodne dla nich daty, kiedy pragnęły godnie oddać cześć wyznawcom oddającym życie za Ewangelię. Z biegiem lat kalendarz stawał się jednak coraz ciaśniejszy. Liczba czczonych, świętych postaci stale rosła w różnych częściach Europy i Azji, a to wymusiło to zmiany w całym kalendarzu.
Decyzja papieży w praktyce
Kroki zmierzające do ustalenia jednolitej daty podjęto o wiele później. W ósmym wieku papież Grzegorz III ufundował w Rzymie dedykowane oratorium, które znalazło się wewnątrz Bazyliki Świętego Piotra. Przeznaczono je na cześć Zbawiciela, Maryi, apostołom i męczennikom. Rocznicę poświęcenia wyznaczono właśnie na początek listopada.
Sto lat później kolejny biskup Rzymu poprosił zachodniego cesarza o rozszerzenie obchodów na całe państwo. Rzymscy pielgrzymi wnosili do miasta pobożność, a następnie wracali do domów w odległych zakątkach kontynentu, zaszczepiając nową tradycję w swoich własnych parafiach.
Wielu ekspertów wskazuje na silne uwarunkowania praktyczne przy wyborze miesiąca. Dawniej do Wiecznego Miasta ściągały potężne tłumy głodnych wędrowców. Wiosną metropolii często brakowało dostatecznych zapasów jedzenia, więc wykarmienie rzesz wiernych sprawiało wielki kłopot ówczesnym zarządcom. Jesień jawiła się jako znacznie bezpieczniejszy moment na organizację. Po udanych zbiorach rolnicze spichlerze pękały w szwach. Rolnicy zwozili wołami świeże plony, co pozwalało ugościć przybyszów.
Czas jesiennej zadumy w chrześcijańskim życiu
Niezależnie od dawnych uwarunkowań, listopadowy czas sprzyja refleksji. Przyroda wokół nas szykuje się do zimowego spoczynku. Suche liście swobodnie spadają na chodniki, a dni stają się zauważalnie krótkie. Typowo jesienny krajobraz pobudza ludzkie myśli o kruchości doczesnego życia.
Łatwiej nam odsunąć na bok codzienne zmartwienia, kłótnie i spory, kiedy zatrzymujemy wzrok na sprawach nieprzemijających. Popatrzmy w przyszłość z wiarą i nadzieją. Odwiedziny u zmarłych członków rodziny uczą pokory i dają zarazem dawkę otuchy w zwykłej codzienności. Śmierć ciała w ogóle nie kończy istnienia w relacji z Bogiem.