Darmowa dostawa

Idzie Człowiek Zapiski pod wspólnym niebem. Roman Zięba
Cena regularna:
59,00 zł
Promocja trwa do 28 lutego 2026
towar niedostępny
dodaj do przechowalni
5
Opis
Książka jest dostępna w PRZEDSPRZEDAŻY. Wysyłka od marca/kwietnia. Zamówienia łączone będą wysyłane w tym terminie. Cena w tym czasie promocyjna i na Twoje życzenie może być z dedykacją.
Czytelniku poniżej znajdziesz wstęp do książki:
Wyjdź z twojej ziemi, z domu twego ojca, do kraju, który ci ukażę.
(Rdz. 12,1)
Te zapiski są owocem długiej drogi — drogi, która nadal trwa. Przez dwadzieścia lat pieszych wędrówek przez kolejne kraje uczyłem się, że katolicki pielgrzym może pozostać wierny swojemu chrześcijańskiemu dziedzictwu, a jednocześnie pozostać otwarty na doświadczenia i wiedzę ludzi spotykanych po drodze — często niechrześcijan — we wspólnym poszukiwaniu sensu istnienia i odpowiedzi na najważniejsze pytania.
W głębokim doświadczeniu wędrowca, który przekracza granice państw, języków i religii, takie spotkania nie muszą prowadzi do konfliktu ani do taniego kompromisu. Przeciwnie — otwartość wobec Innego i wierność apostolskiemu kerygmatowi wyrastają z tego samego źródła: z uczciwej wierności samemu sobie w odkrywaniu Prawdy.
Daleka droga w zdaniu się na Opatrzność, uczy, że prosty podział na „wierzących” i „niewierzących” jest mało użyteczny, a deklaracje i poglądy — zaskakująco kruche. W drodze szybko okazuje się, że ważniejsze od słów i doktryn są konkretne gesty. Żywy Bóg pozostaje blisko tych, którzy potrafią zaufać — zrobić krok w niepewność i „pójść za Nim”.
Otwartość i wierność nie muszą stać daleko siebie jak dwa przeciwne bieguny. Po dwudziestu latach pieszych wędrówek przez kraje na czterech kontynentach coraz wyraźniej widzę, że mogą tworzyć twórcze napięcie — podobne do tego między ziemią a niebem, albo między śladem stopy odciśniętym w pyle drogi a dalekim horyzontem.
W swoją drogę wyruszyłem po życiowej katastrofie, która w jednej chwili zniszczyła fundamenty mojego świata. Ja, do niedawna ekspert od ryzyk i specjalista od sukcesu, straciłem nagle rodzinę, dom, firmę, a wraz z nimi — kierunek i sens. Pogrążony w depresji, nie mając pojęcia, co mnie czeka, poczułem, że fizyczne wejście w niepewność jest jedyną możliwością, jaka mi pozostała.
Przeczuwałem, że mój upadek był skutkiem kłamstw i manipulacji: tych, którym ulegałem, które nosiłem w sobie i które stosowałem wobec innych. Samotna wędrówka do Rzymu — bez środków i zabezpieczeń — miała stać się drogą ekspiacji i oczyszczenia. Chciałem odrzeć się z iluzji i przyjmując upokorzenie, dotrzeć do własnego, czystego centrum, które kojarzyłem z prawdziwą wolnością i w którego istnienie szczerze wierzyłem.
Pierwszą lekcję pielgrzymowania dał mi plecak. Przeładowany, wypchany zabezpieczeniami, ledwo pozwalał iść. Żeby ruszyć dalej, musiałem go odchudzić — ale ceną była niepewność. Co będę jadł? Gdzie będę spał?
Tego samego dnia, gdy pozbyłem się zapasów konserw, dodatkowych butów i zbędnego ekwipunku, spotkało mnie coś, czego się nie spodziewałem. Pierwsza osoba na mojej drodze nie tylko przyjęła mnie na nocleg, ale podała kolację i powierzyła mi swoją intencję modlitewną, którą miałem złożyć w Watykanie na grobie św. Piotra. Zaufanie, że jestem w stanie dotrzeć do Rzymu, przyszło do mnie z zewnątrz.
Tak nauczyłem się zasady ufności — najważniejszej prawdy pielgrzyma. Gdy oddaję nadmiar, robi się miejsce na to, co naprawdę niezbędne. A ciężarów do oddania było znacznie więcej: lęki, uprzedzenia, fałszywe projekcje, na których zbudowany był mój dawny świat.
Słowa Jezusa, by „nie brać ze sobą w drogę płaszcza ani dwóch sukien”, pozwoliły mi zrozumieć, że roztropność to jedno, a zaufanie — coś o wiele głębszego. Na drodze, na którą posyła Bóg, zabezpieczeniem nie jest ludzka zapobiegliwość, lecz On sam. Wierność i ufność okazały się najlepszym kapitałem i jedyną polisą bezpieczeństwa.
Jednocześnie ta wierność nie jest czymś, co można raz zdobyć i zakonserwować. Wymaga ciągłego odnawiania — wystawiania się na próby, kryzysy i pytania, które pojawiają się po drodze. Najważniejsza pozostaje jednak otwartość na drugiego człowieka. Często na takiego, który jest całkowicie inny niż ja. To on, ten „inny”, jest lustrem, którego potrzebuję żeby prawdziwie przejrzeć.
Wierność bez otwartości twardnieje w ideologię. Otwartość bez wierności rozpływa się w bezkształtnej mgle. Pielgrzym idący bez zabezpieczeń, zdany na drogę, ciało i spotkania, musi dbać o swoją tożsamość — inaczej zgubi kierunek. Ale potrzebuje obu tych postaw tak samo, jak każdy oddech potrzebuje dwóch płuc.
Nie chodzi tu o tworzenie nowego systemu ani błyskotliwą syntezę. Nie o jakąś tezę do obrony. Idzie człowiek. Po prostu idzie. Nagi wobec świata. Jak Adam w raju, zanim zaczął nazywać stworzenia. Jak Abraham, który wyruszył, „nie wiedząc, dokąd zmierza”. Droga ma kierunek, choć nie nadaje go sam wędrowiec. Nie jest ucieczką od jednej doktryny ku drugiej, lecz próbą życia Bogiem tu i teraz — w świętym kroczeniu naprzód.
OBRAZ BOGA W DRODZE
Ewangelie od pierwszych kart podważają instynktowny podział na „swoich” i „obcych”. Jezus nie zaczyna od definicji przynależności, lecz od spojrzenia. „Jezus spojrzał na niego z miłością” — to zdanie pojawia się wcześniej niż jakiekolwiek kryterium czy ocena. Miłość wyprzedza normę. Relacja poprzedza prawo.
Pielgrzym, który każdego dnia przyjmuje pomoc od obcych, idzie tą samą ścieżką. Najpierw widzi twarz. Dopiero potem etykiety. Nie dlatego, że są bez znaczenia, ale dlatego, że nie są pierwsze.
Ten, kto otwiera drzwi nieznajomemu i wpuszcza go pod swój dach, wykonuje podobny krok wiary jak pielgrzym wyruszający w drogę. Obaj przekraczają próg niepewności.
Gdy siadamy razem do stołu, odkrywamy, że każdy niesie swoją historię, godność i lęki. Różnice nie znikają — przestają jednak być najważniejsze. Jemy ten sam chleb. Ta wspólnota rodzi się tylko w wolności: od schematów, od uprzedzeń, od lęku przed obcym.
Jesteśmy jak dalecy krewni. Podajemy sobie ręce, patrzymy sobie w oczy. Uśmiech staje się misterium spotkania. Emmanuel Levinas nazwał to „epifanią twarzy Innego”.
Fundamentem jest imago Dei — prawda, że każdy człowiek nosi w sobie obraz Boga. Tego obrazu nie unicestwia ani błąd, ani grzech, ani kulturowa obcość. Wszyscy dzielimy ten sam początek.
Jezus potwierdza to w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie. Bliźnim okazuje się nie ten „z właściwej tradycji”, lecz ten, kto potrafi się zbliżyć. Pytanie nie brzmi: kim on jest?, lecz: czy potrafię do niego podejść?
KATOLICKOŚĆ JAKO ZDOLNOŚĆ PRZEKRACZANIA
Być katolikiem — kat’holon, „według całości” — nie oznacza zawężać świata do jednej normy, lecz poszerzać serce bez lęku przed zagubieniem siebie. Wierność Kościołowi nie polega na omijaniu miejsc obcych, ale na wchodzeniu w nie z tożsamością, która nie boi się dialogu.
Sobór Watykański II przypomina, że w innych religiach „odbijają się promienie Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi”. Pielgrzym nie relatywizuje Chrystusa. Ufa, że prawda nie boi się spotkania.
Jezus rozmawia z Samarytanką, chwali wiarę rzymskiego setnika, pozwala się dotknąć kobiecie uznanej za nieczystą. Granice nie są dla Niego murami, lecz progami. Przekracza je, nie tracąc siebie — i właśnie wtedy objawia Ojca.
SAMOTRANSCENDENCJA DROGI
Przekraczanie granic staje się drogą wyjścia poza ciasne „ja”, które chce się zabezpieczyć i sprawować kontrolę. Ten świat i jego cywilizacja to odwieczny system redukowania niepewności. A wiara oznacza wkroczenie w niepewność. Dlatego ojczyzną pielgrzyma nie jest ten świat, lecz przestrzeń za horyzontem. Jego jedynym kapitałem pozostaje ufność.
Od 2010 roku, idąc przez świat jako Pielgrzymi Bożego Miłosierdzia, odkrywamy, że pielgrzymowi nic się nie należy. Przyjęcie tego faktu przynosi wolność: wtedy wszystko, co nas spotyka, staje się darem — także odrzucenie, pogarda i wrogość.
„Kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je”. Piesza droga bez gwarancji wciela tę logikę w ciało. Im mniej kontroli, tym więcej miejsca na dar.
W świecie kruszejących instytucji pielgrzym nie ucieka ani w nostalgię, ani w cynizm. Po prostu idzie. Idzie za Tym, który powiedział o sobie: „Jestem Drogą”. Ciało pielgrzyma wie wcześniej niż intelekt. Sens rodzi się z zaufania - fides jako zawierzenie drodze, prowadzeniu, nie tylko zbiorowi twierdzeń.
WIARA WOBEC WIEDZY
Być może nasze czasy domagają się nowej wrażliwości w czytaniu Ewangelii. Nie nowej Dobrej Nowiny, lecz nowego spojrzenia i nowego wsłuchania się w Słowo. Coraz szybszy postęp nauki i nowych technologii, sztuczna inteligencja z jej zaskakującymi narzędziami i globalna sieć wiedzy, odsłaniają coraz liczniejsze paradoksy świata: relacja wpływa na rzeczywistość, samo spojrzenie i sama obecność zmieniają bieg zdarzeń. Czy to nie echo ewangelicznej prawdy, że relacja poprzedza strukturę?
„Królestwo Boże jest pośród was”. Nie w mechanice kosmosu i nie w świecie kwantów, lecz w przestrzeni między „ja” i „ty”. Nauka nie unieważnia wiary — uczy pokory wobec tajemnicy. Wiara zaś, jeśli ma pozostać żywa, musi objąć całość ludzkiego doświadczenia na przestrzeni dziejów: rozum i ciało, lęk i zachwyt, ból i godność każdego z nas.
POD WSPÓLNYM NIEBEM
Pielgrzym idzie pod niebem wspólnym dla wszystkich. Spotykając innych, odkrywa nowy język, który poprzedza słowa. „Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie”. Jezus nie pyta o przynależność, lecz o gotowość serca.
„Idzie Człowiek — zapiski pod wspólnym niebem” nie są manifestem ani traktatem. To prosty zapis wydarzeń z drogi, która prowadziła przez osiemnaście krajów. Bez gotowych odpowiedzi, za to z obecnością i relacją. Ale czasem już to wystarczy, by — jak kiedyś uczniowie w drodze do Emaus — poczuć, że „serce pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał.”
______________
A może chciałbyś poznać 9 osobistych opowieści Romana, które były zapisywane w rytmie marszu, modlitwy i ciszy w formie wideo na platformie z kursami?
Mamy dla Ciebie propozycję pt. Nigdy nie jestem sam.
Bezpieczeństwo
Koszty dostawy
Cena nie zawiera ewentualnych kosztów płatności
Opinie o produkcie (0)
Moje kategorie
Inni kupili również
Wyszukiwarka

Wyświetlane są wszystkie opinie (pozytywne i negatywne). Nie weryfikujemy, czy pochodzą one od klientów, którzy kupili dany produkt.